Gdy dotarliśmy do domu
szamanki,Sigma stała w progu z nienawistna miną. Purpurowa na twarzy już
otwierała usta,żeby najprawdopodobniej na nas nakrzyczeć, ale ja przez
dotąd nieznany mi impuls zabrałam Bryanowi moją torbę, pobiegłam do
pokoju, w którym wcześniej przebywałam i się zamknęłam. Usiadłam na
podłodze i opierając się o łóżko wyciągnęłam komórkę z torby. Obracałam
urządzenie w dłoniach, zastanawiając się czy nie zadzwonić do Setha. Z
jednej strony chciałam usłyszeć głos ukochanego, z drugiej jednak nie
wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Przecież nie palnę do niego czegoś w
stylu: Wiesz Seth, jak na razie nic się nie działo… Tak, już poznałam
kogoś… No, ma na imię Brayan. Nie, no, Seth po takim telefonie na pewno
by tu zaraz był. A tego nie chcę. Znaczy Alice uważa, że to zły pomysł,
aja ją popieram. Przecież chciałabym się zobaczyć z moim chłopakiem.
Byłam
skołowana. Nie wiedziałam,czego tak naprawdę chcę, kogo naprawdę
kocham. Seth… Spodobał mi się na początku. W końcu, kto by się nie
zakochał w buźce anioła i mięśniach sportowca. To, połączone z jego
piwnymi oczami i czarnymi włosami, tworzyło niemal chłopaka idealnego.
Niemal. Przez to całe wpojenie Seth… Przybiega do mnie na każde
zawołanie i spełnia każdą prośbę. Niektórym może by się to spodobało,ale
ja szukam chłopaka, nie psa. Chciało mi się śmiać jak tak o tym
myślałam,jednak szybko mi to przeszło, bo uświadomiłam sobie, że to
prawda. Nie umiałam sobie tego wyobrazić. Naszej wspólnej przyszłości.
Może będą jakieś kłótnie.Oh, kto by nie marzył o związku bez kłótni!
Jednak byłoby wtedy nudno.
Postanowiłam
jednak do niego zadzwonić. Wystukałam na telefonie znajome liczby.
Przyłożyłam aparat do ucha i słuchałam sygnału. Uświadomiłam sobie, jak
bardzo liczę na to, żeby jednak nie mógł odebrać i potrząsnęłam głową.
- Słucham. – w słuchawce odezwał się znajomy, zmęczony głos. Jednak nie był to Seth.
- Paul?! – wykrzyknęłam zdezorientowana.
- O, cześć, Cassy! Jak tam? –zapytał jakby nie usłyszał mojego zdziwienia.
- Gdzie Seth?
- Seth jest… w lesie. Tak, jest w lesie na patrolu.- dodał jakby chciał przekonać sam siebie.
- Na patrolu? To dlaczego masz jegot elefon? – zadawałam pytania. Coś mi tu nie pasowało.
-
Zostawił go u mnie. Nie będę się tobie tłumaczył. – uciął. Słyszałam,
że był zły. – Poznałaś już kogoś? –szybko zmienił temat. Milczałam. Nie
wiedziałam co mam mu powiedzieć. Z przerażeniem odkryłam, że nie umiem
kłamać, a nie chciałam mu mówić o Brayanie.Na samą myśl o nim, zaczęłam
się zastanawiać czy jeszcze jest na dole.Zachowałam się jak rozwydrzone
dziecko, uciekając stamtąd. Postanowiłam, że nie wspomnę Pauly’emu o
nowo poznanym chłopaku. Nie chodziło o to, że nie ufałam bratu. Wręcz
przeciwnie, wiedziałam, że pomógłby mi niezależnie od sytuacji.Ale ta
więź między wilkami… Ona by wszystko popsuła. Wilki w stadzie nie mogą
mieć przed sobą tajemnic. To po prostu niewykonalne. Ciekawe czy poprzez
pobyt tutaj, będę przynależeć do miejscowej watahy.
- Tak, poznałam miejscową szamankę. Jest stara i dziwna – wyrzuciłam w końcu z siebie.
- Tylko? – ciągnął. Miałam nadzieję, że nie usłyszał w moim głosie tej zdradzieckiej nuty zdenerwowania
-
Powiedziała, że jestem demonem.– wyszeptałam. Mój ponury głos w tym
momencie nie był udawany. Naprawdę bałam się tej myśli. Demon to coś, co opętuje nas, a raczej nasze umysły. Można by powiedzieć, że demon, inaczej szatan to stan umysłu. Myślisz, że jesteś zły to takim się stajesz. Stajesz się demonem, pragniesz zła i smutku innych, jesteś złem. Potrząsnęłam gwałtownie głową. Nie jestem zła. Nie chcę być zła. Nie jestem demonem!
-
Nie rozumiem. Co miała na myśli mówiąc, że jesteś demonem? – Paul był
nie tylko pełen współczucia, ale też złości. Dobre pytanie, o co chodzi?
Sama chciałabym to wiedzieć.
-
Nie mam pojęcia, ale cały czas to powtarzają. Nie mogę też wychodzić z
wioski, bo muszą mnie wychować. –mruknęłam poirytowana. Wychowywać to
oni mogą te pieprzone psy, które są uwiązane do płotu, ale nie mnie.
Usłyszałam
kroki na schodach i ciche pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to Brayan,
więc szybko pożegnałam się z bratem. Odłożyłam telefon na szafeczkę i
podeszłam do drzwi. Kiedy je otworzyłam stała za nimi Sigma i jakiś
facet. Owszem, Brayan też tam był, ale stał za mężczyzną ze spuszczoną
głową. Odkąd go poznałam, pierwszy raz widzę jak jego pewność siebie
wyparowała. Obserwowałam go z ciekawością godną małego dziecka. Kolejne
wcielenie tej pięknej twarzy. Chyba mogę tak myśleć, będąc w związku. W
końcu nie zdradzam Setha, po prostu oceniam czyjś wygląd. Jestem
żałosna. Już sama siebie przed sobą usprawiedliwiam. Pokręciłam głową i
spojrzałam na resztę gości.
-
O co chodzi? – spytałam ostro.Po chwili dotarło do mnie, że w końcu to
ja jestem u nich, nie odwrotnie i w każdej chwili mogą mnie wyrzucić. Od
razu spokorniałam i dodałam łagodniejszym tonem:
- Przepraszam za to, że wyszłam.Brayan mówił, że mi nie wolno, ale się zaparłam.
Nowo
przybyli popatrzyli na siebie szeroko otwartymi oczami. Później facet
wybuchnął śmiechem. Blondyn zanim jeszcze bardziej się skulił. Wiem,
trochę podkoloryzowałam tą sytuację, ale to żeby ratować kolegę. W ogóle
nie pomyślałam o tym, co on mógł im powiedzieć.Zarumieniłam się i
wycofałam do pokoju, dając gościom znak, żeby też weszli.Usiadłam na
łóżku. Spuściłam oczy i zaczęłam delikatnie machać nogami.Obejrzałam,
prawie brązowe od krwi, bandaże i z zadowoleniem stwierdziłam, że
nie ma na nich nowych, czerwonych plam.Będę mogła je w końcu zdjąć. To
dziwne, jak szybko można się przyzwyczaić do tego, że rany się
błyskawicznie goją. Tak naprawdę dziwnie by mi teraz było,gdyby to
ustało.
Mężczyzna
wszedł pewnie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Ogarnął wzrokiem puste
półki, szafki, leżącą na podłodze torbę. W końcu i mnie. Wpatrywał się
we mnie długo i intensywnie.Przez chwilę jego oczy zrobiły się żółte,
dzikie. Ale zaraz zamrugał i znowu miał normalne tęczówki.
-
A więc, to ty jesteś Nemze? –znowu to pytanie. Wydęłam policzki i
pokiwałam głową.. – Interesujące,spodziewałem się czegoś bardziej…
egzotycznego. Tak w ogóle to jestem Nate.
Nate posłał mi uwodzicielski uśmiech, a mnie zatkało. Co to znaczy egzotycznego?Jak
jakiś kwiatek? Czemu wszyscy tutaj traktują mnie jak jakiś rzadki okaz
roślinki czy zwierzątka? Skrzywiłam się. Przyjrzałam się lepiej mojemu
rozmówcy.Pewnie należy do stada. Był dobrze zbudowany. Ciemnobrązowe
włosy miał postawione na żel. I ewidentnie rozbierał mnie tymi swoimi
brązowymi oczami.Usłyszałam warkot. Kiedy mężczyzna się cofnął,
zorientowałam się, że wydobywa się z mojego gardła. Z przerażeniem
spojrzałam na Brayana, ale on próbował powstrzymać śmiech. Kiedy
zauważył moje spojrzenie puścił do mnie oczko. Nate chyba chciał
pokazać, że kontroluje sytuację, więc uśmiechnął się szeroko.Jedynie w
jego oczach czaiła się groźba.
-
Niegrzeczna dziewczynka. –mruknął pod nosem, obserwując mnie z
bezpiecznego miejsca za szamanką. – Tak poza tym, to Brayan powiedział
nam dokładnie to samo. Tylko w jego wersji to on był tym złym.
Popatrzył
przymrużonym wzrokiem na chłopaka. Tamten tylko stał, wpatrując się w
swoje buty i wzruszył ramionami. Sigma ignorując wszystko wokół podeszła
i położyła mi rękę na głowie.
- Może trochę zaboleć. Musimy się dowiedzieć czy on już o tobie wie.
Nie
miałam pojęcia, o co chodzi,ale też nie miałam szansy o to zapytać.
Szamanka przymknęła oczy, mamrocząc słowa w nieznanym mi języku.
Poczułam coś jakby szarpnięcie w mózgu, a potem olbrzymi ból. Chciałam
złapać się za głowę, krzyczeć, ale mogłam tylko patrzeć przed siebie
tępym spojrzeniem. W pewnym momencie przed oczami miałam tylko czarną
przestrzeń, a gdzieś wewnątrz jej białe jaskrawe światło, które
sprawiało mi jeszcze więcej bólu. Ze światła zaczęły się wydobywać
zdjęcia.Znaczy, nie tak dosłownie, ale nie umiem inaczej tego nazwać.
Widziałam tam moich starych znajomych z poprzednich szkół, sforę z La
Push, mamę, tatę,Setha, Paula, wszystkich, którzy coś dla mnie znaczą.
Później wizja zmieniła się i przed oczami miałam twarz chłopaka.
Doskonale ją pamiętałam. To on mnie przed czymś ostrzegał, kiedyś u
Callenów. To jego widziałam, kiedy byłam nieprzytomna.
Sigma
odsunęła się ode mnie z wyrazem obrzydzenia na twarzy, a ja upadłam na
podłogę, trzymając się za głowę i wijąc z bólu. Brayan próbował do mnie
podejść, ale szamanka zagrodziła mu drogę. Spojrzałam na nich przez łzy.
Zamiast ludzi widziałam potwory. Straszne stwory o czarnej, odbijającej
tęczę skórze. Barwą przypominała plamę ropy na ulicy. Zamiast oczu
mieli miliony czerwonych kryształków. Z bezkształtnych kończyn zamiast
palców wyrastało tysiące ostrych noży. Krzyczały na mnie. Nie wiedziałam
co mówią, słyszałam tylko przeraźliwe piski. Zakryłam uszy i sama
zaczęłam się drzeć. Na kolanach wycofywałam się do tyłu, aż poczułam
ścianę za plecami. To mój koniec. Zabiją mnie. Oh, ile bym teraz dała,
żeby przemienić się w to coś, nawet jeżeli to demon.
Jak
tylko o tym pomyślałam,poczułam pod palcami jak moje uszy się
wydłużają. Skóra zaczęła pokrywać się sierścią. Nagle poczułam się
bardzo pewna siebie. Mimo bólu wstałam i popatrzyłam wyzywającym
wzrokiem na potwory. Jednak nie było ich. Przede mną stali Brayan, Sigma
i Nate. A ja ze zgrozą uświadomiłam sobie, że nie mogę przerwać
transformacji. Miałam wrażenie jakby coś mi siedziało w głowie. Druga
dusza. Próbowała wypchnąć moją na dalszy plan, żeby przejąć kontrolę nad
zmieniającym się ciałem. Krzyczałam, żeby przestała. Darłam się, że
mnie toboli. W końcu zaczęłam wyć. Jak wilk. Zwierzę.
Opadłam
na cztery łapy. Gdy popatrzyłam na swoich przestraszonych towarzyszy z
góry, pierwszy raz pomyślałam o sobie jako o demonie. Pokręciłam wielkim
łbem, próbując wyrzucić z głowy to coś, co próbuje mnie opętać. Nie
chciałam nikomu robić krzywdy. Brayani Nate zaczęli się trząść. Będą się
zmieniać? Nieoczekiwanie wyrwał mi się z pyska wilczy śmiech.
Powodzenia, nie powstrzymacie mnie – przemknęło mi przez głowę. Nie
pomyślałam tego. Szeroko otworzyłam oczy i rozejrzałam się w
poszukiwaniu drogi ucieczki. Drzwi były zastawione. Zostało okno. Jestem
zmutowanym wilkiem, nie powinno mi się nic stać. Jednym susem znalazłam
się przy oknie. Skoczyłam. Wybiłam szkło głową. Lewie poczułam, że w
ogóle skoczyłam z tak wysoka. Moje łapy delikatnie dotknęły ziemi i
odbiły się szykując do biegu.Biegłam w stronę lasów. Nie chciałam nikogo
krzywdzić, a czułam, że powoli przegrywam pojedynek z tą istotą
wewnątrz mnie.
Usłyszałam
za sobą odgłosy pościgu. Instynktownie się odwróciłam i wyszczerzyłam w
ostrzegawczej pozie zęby. Przede mną zatrzymało się pięć wilków.
Górowałam nawet nad najwyższym z nich, rudym basiorem. Po jego lewej
stał jasny, mniejszy, ale równie groźnie wyglądający. Od razu
pomyślałam, że to Brayan, miał takie same oczy. Warcząc wycofywałam się
tyłem, ale reszta stada mnie otoczyła. Poczułam jak tajemnicza siła
wycofuje się z mojego umysłu i zaczęłam się z powrotem zmieniać w
człowieka. Opadłam bez sił na kolana. Skuliłam się chcąc ukryć swoją
nagość i zaczęłam płakać. Wilki na chwilę mi zniknęły z oczu. Zaraz
poczułam jak ktoś mi zarzuca koc na ramiona. Ów ktoś chciał mnie wziąć
na ręce, ale zaraz obok pojawił się Brayan. Odepchnął, jak teraz
zauważyłam, rudego mężczyznę i wziął mnie na ręce. To pewnie ich alfa.
Myślałam, że jest nim Nate, w końcu blondyn chyba się go bał.
- Wszystko w porządku? – spytał z troską jasnooki.
- Nic nie jest w porządku. –pozwoliłam sobie wtulić się w jego tors. Marzyłam o tym, żeby wszystko było jak dawniej.
Ejże! Mam na blogu spamownik. Nie mogłaś tam dać spamu? [born-in-58.blogspot.com]
OdpowiedzUsuńprzepraszam, nie zauważyłam .
UsuńFajne opowiadanie, masz lekkie pióro. Co prawda zabrakło mi paru opisów przyrody bądź jakiegoś rozwinięcia co do tej "anielskiej twarzy" Bryana, ale miło się czyta.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://sick-mind.blog.onet.pl/2013/06/11/inny_tok_myslenia/
OdpowiedzUsuńTen blog jest odotowy , a nawet lepiej.Kiedy następny rozdział.Życzę bardzo dużo weny. Zizi
OdpowiedzUsuńDziękuję i niestety nie wiem kiedy dodam następne posty. Tym opowiadaniem od dłuższego czasu sie już nie zajmowalam, a i na pisanie nowego ostatnio nie mam czasu. Proszę o uzbrojenie sie w dużo cierpliwości.
Usuń