wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział trzeci.

  Obudziły mnie promienie słońca tańczące na mojej twarzy. Łaał. Mój chłopak jest wilkołakiem. Dostałam takiego zacieszu, że przez kilka minut szczerzyłam się do sufitu. Jakby tak teraz ktoś wszedł pomyślałby, że postradałam zmysły. Usłyszałam pukanie do drzwi.
 - Proszę! - krzyknęłam do tego ktosia. Do pokoju wszedł tata.
 - Cassandro, jest śniadanie. Zjesz ze wszystkimi  czy w pokoju? - zapytał ojciec. Pomyślałam, że mówiąc "wszyscy" miał na myśli siebie i Paula, ale jak zeszłam na dół ( w piżamie! ) w jadalni siedziała cała wataha. Wryło mnie. Stanęłam w progu rozczochrana, w krótkich spodenkach i bluzce w misie. Ta. To się popisałam. Chciałam się wycofać, ale ktoś pchnął mnie w głąb pomieszczenia. Ciekawe kto to? Paul! Normalnie taką miał pompe, że myślałam, że zaraz mu przywalę. Rzuciłam mu zabójcze spojrzenie, zwężając oczy jak jaszczurka, po czym usiadłam na wolnym miejscu koło Setha. Indianin potarł mi kolano w geście pocieszenia. W jego oczach zobaczyłam zrozumienie. Hm. Ciekawe czy ma rodzeństwo. Kurczę, jak ja mało o nim wiem. Pomyślałam chwilę. To i tak miała być tylko wakacyjna miłość. W sensie, że w roku szkolnym będę zakuwać. Wzdrygłam się. Br. Nauka.
 - Halo! Śpiąca królewno! - śmiał się chyba Jacob. Jeszcze nie pamiętam ich imion. Machał mi przed nosem talerzem ze śniadaniem. - Zjesz to, czy chcesz mi oddać?
 - Zjem! - pokazałam mu język. Wzięłam kanapkę z bliżej nieokreśloną zawartością. Ciekawe kto to robił? Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy już zjedli. Hm. Czemu oni się tak gapią?
 - Czego? - warknęłam. Seth próbował zachować spokój, ale reszta rechotała.
 - Cass, widziałaś się w lustrze? - Paul prawie spadł z krzesła. Krztusił się śmiechem.
 - Ei! O co chodzi?! - pieniłam się. Gestem dłoni kazał mi się odwrócić. Za mną wisiało olbrzymie lustro. Gasz! Wyglądam jak czarownica! Mam taką szopę, że można się przestraszyć. Kolejne mordercze spojrzenie w stronę Paula. Jak jeszcze coś powie na mój temat to obiecuję, że rzucę w niego nożem. Dokończyłam śniadanie i poszłam na górę wziąć prysznic, ubrać się i uczesać.
  Popołudnie spędziłam z Paulem. Poznawaliśmy się. W końcu 16 lat to dużo. Paul był ze mną szczery. Kiedy nie było jego kumpli był naprawdę fajny. Opowiedziałam mu o moich "miłościach", a on o swoich zdobyczach. Bardzo dużo się śmialiśmy.
 - Już czas - oznajmił grobowym głosem z równie poważną miną.
 - Co? O co ci chodzi? - spytałam zdezorientowana. Kurczę, co on bredzi?
 - Idziemy na ognisko! - wydarł się chichocząc. - Ale miałaś minę!
 - Tsa. Bardzo śmieszne - odparłam z sarkazmem.
  Kiedy dotarliśmy na klif wszyscy już na nas czekali. Znaczy wszyscy, których znam plus jacyś staruszkowie. Paul usiadł koło Jareda? Chyba tak, a ja między Sethem, a moją nową przyjaciółką opierając się o ramie ukochanego.
 - Em. Kto to? - spytałam Kim gdy do ogniska podjechał facet na wózku inwalidzkim.
 - To Billy Black - odparł dotąd milczący Seth - Ojciec Jacoba.
 - Aa. A tamci? - wskazałam podbródkiem na kobietę i mężczyznę. - To.. ?
 - To Quill Ateara, dziadek naszego Quilla - wskazał na chłopaka, a tamten uśmiechnął się do nas. - A ta kobieta to..
 - Nasza mama - odezwała się jakaś dziewczyna za mną, a ja gwałtownie się odwróciłam. Łał. Ale ona ładna. Wyciągnęła do mnie rękę - Leah - powiedziała głosem wypranym z emocji. Jejciu, przeraża mnie. O gasz. Ja się ostatnio wszystkich boję.
 - C-Ca-Cassandra. - wyjąkałam, a ona spojrzała na mnie z pogardą. Dostrzegłam, że Seth posyła jej karcące spojrzenie. Leah odeszła i usiadła obok Sue.
 - Nie mówiłeś, że masz siostrę. - wypomniałam mu.
 - Nie przyznaje się do niej. - uśmiechnął się łobuzersko. Dziewczyna warknęła. - Nie przejmuj się nią - pocałował mnie w policzek, a Paul i Leah jak na komendę się skrzywili. Oj, będzie ciężko. Jak chłopcy pochłonęli jakieś pięćdziesiąt kiełbasek, Billy odchrząknął i zaczął swoim głębokim głosem opowiadać historię.
 - Quileuci byli niewielkim plemieniem przed wiekami i niewielkim plemieniem pozostali aż do dziś, ale mimo to nie wyginęli. Dlaczego? Bo od dawien dawna w naszych żyłach prócz krwi płynie magia. Nie zawsze była to magia zmiennokształtności - ta pojawiła się później. Na samym początku byliśmy wojownikami duchami.*
  Siedziałam jak zaczarowana. Seth zmienił pozycję i usiadł na ziemi opierając głowę o moje kolana. Zmierzwiłam mu włosy. Zachichotał, ale zaraz spoważnieliśmy, bo Billy kontynuował. Wszystko w mojej głowie zaczęło wyglądać jak film. Wpatrując się w ognień słuchałam.
  Byli oni małą społecznością, a ryb nigdy im nie brakowało, więc inne osady im zazdrościły. Nie mieli szans odeprzeć ataku. Wypłynęli na morze. Wódz Kaheleha zarządził by opuścili swoje ciała ( w sensie, żeby zmienili się w duchy ) i wrócili do zatoki. Żony zostały pilnować ich ciał. Kaheleha kazał psom zwrócić się przeciw swoim panom, wezwał także stada nietoperzy. Najeźdźcy opuścili osadę, a Qulieuci wrócili do ciał i żon.
  Ostatnim wodzem duchem był Taha Aki. Pewien Utlapa został wygnany z wioski. Utlapa był wściekły. Gdy Taha Aki "wyszedł" ze swojego ciała Utlapa przejął je. Wódz nie miał jak wrócić. Nie mógł też patrzeć na rządy Utlapy, więc sprowadził z gór wielkiego, rozwścieczonego wilka. Ale gdy ten zagdyzł młodego chłopca kazał mu wrócić do puszczy. Podobno przebywanie z dala od ciała było straszne. A Taha Aki był duchem od kilku miesięcy i przeżywał katusze. Pewnego dnia spotkał owego wilka i połączyli się w jedność. Taha Aki widząc jak Utlapa zabija Yuta wpadł w szał i zmienił się w człowieka. Utlapa próbował uciekać, ale nie miał szans z wilczą szybkością Taha Akiego. Taha Aki doczekał się wielu synów, którzy też umieli zmieniać się w wilki. Każdy z nich był inny ( w sensie, że wilk ), bo każdy był ucieleśnieniem swojego charakteru.
  W tym momencie przysnęłam. Gdy się ocknęłam ognisko już dogasało, a Seth wrócił do swojej pierwszej pozycji ( dla ludziów z sklerozą :D Usiadł koło mnie ). Billy jeszcze mówił.
 - Wpojenie.. - zaczął. O! To coś dla mnie! Delikatnie się uśmiechnęłam. - Jak zmiennokształtny kogoś sobie wpoi to już nie ma odwrotu. Kocha swoją partnerkę jak nikogo innego. Nad tym nie da się zapanować.. - Dalej nie słuchałam. Znowu mnie zmuliło, ale załapałam, że wilk po wpojeniu czy tego chce, czy nie musi kochać. Hm. Trochę nie teges.
  Ognisko zgasło, a Seth myśląc, że śpię chciał mnie podnieść.
 - Nie śpię - uśmiechnęłam się - sama dojdę do domu.
 - Odprowadzę cię. Trzeba iść przez las.

*

 - I jak ci się podobało? - po dość długim milczeniu, z którym czułam się wybornie po tym magicznym wieczorze, Seth zagadnął.
 - Było super! - prawie to wykrzyknęłam w podekscytowaniu. - Dzięki, że mnie zaprosiłeś - cmoknęłam chłopaka, a on delikatnie się zaczerwienił - Jesteś słodki jak się rumienisz. - Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił gest.
 - A co ci się najbardziej podobało? - ciągnął. Nie musiałam się długo zastanawiać nad odpowiedzią.
 - Wszystkie te opowieści były wspaniałe - odparłam - ale..
 - Ale? - wtrącił
 - Ale najbardziej podobała mi się ta o wpojeniu. - spojrzałam mu w oczy. Były takie ciepłe. - Ciekawe czy ciebie też to kiedyś spotka - Spochmurniałam.
 - Cassy, wiesz bo.. Ja sobie ciebie wpoiłem. - powiedział to na jednym wdechu, po czym zamknął oczy jakby czekał na cios. Nie mogłam w to uwierzyć. Wstrzymałam oddech. - Cassy! Oddychaj! - potrząsnął mną lekko.
 - T-tak. Okey.. - nadal byłam w ciężkim szoku. Wpojenie.. Czyli gdyby nie ta cholerna magia, on nawet by na mnie nie spojrzał! Poczułam na policzkach łzy. Spuściłam głowę chowając twarz we włosach. Seth czekał. Nic nie mówił. Czemu się nie odzywa? Ta powaga mnie przytłacza. Oparłam się o drzewo. Nigdy by na mnie nie spojrzał.. Te słowa obijały się o moją czaszkę. Bolały. Dalej nie patrzyłam na Setha, ale czułam, że coraz szybciej oddycha. Ja z resztą też. Moje serce zaraz wyskoczy, ucieknie i potnie się na kawałki. On mnie nie kocha. Nic do mnie nie czuje. Przynajmniej nie z własnej woli. Westchnęłam. Powoli podniosłam oczy. Seth miał wilgotne policzki. Chyba domyślił się co chce mu powiedzieć.
 - Sorry, ale to koniec. - przeraziła mnie ostrość mojego głosu. Mój towarzysz nic nie mówił, ale jego ciało przechodziły coraz mocniejsze dreszcze. Pobiegł w las, a ja zaczęłam kierować się w stronę domu. Z mojego gardła wydobył się cichy szloch. Coś za mną zaszeleściło. Zza krzaków wyszła Leah.
 - Co ty mu zrobiłaś?! - darła się na mnie.
 - Zostaw mnie. - odparłam głosem bez wyrazu, odwróciłam się na pięcie i chciałam iść dalej, ale ona złapała mnie za nadgarstek i głośno warknęła jak zwierze - Proszę, zostaw.. - już ją błagałam. Łzy znowu mi pociekły.
 - Zostaw ją! - warknął Paul. Skąd on się tu wziął? Nie za bardzo mnie to obchodziło. Straciłam Setha. Ale jak mam z nim być skoro mnie tak naprawdę nie kocha? Leah zwolniła uścisk. Pchnęła mnie. Upadłam w ramiona Paula. Nie słyszałam, żeby odchodziła, ale po czułych gestech brata stwierdziłam, że już jej nie ma. Będę twarda. Nie płacz Cassy. Cassy.. Tylko Seth tak na mnie mówi. Cassandro, ogarnij się! I wtedy usłyszałam pełne bólu wycie. Rozszlochałam się.
 - Ja nie mogę, nie mogę.. - szeptałam w koszulkę Paula.
 - Cii.. Już dobrze. - głaskał mnie po plecach, a  wilk wył coraz żałośniej. Brat zaprowadził mnie do domu, a ja w ubraniu zasnęłam. Muszę pomyśleć..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz