wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział piąty.

  Siedziałam wtulona w bok Paula z zamkniętymi oczami. Wszyscy się we mnie wpatrywali. Miałam dość. Seth też tu był. Nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Wiedziałam, że jakby nasze oczy się spotkały rzuciłabym się mu na szyję i błagała o przebaczenie. Nagle usłyszałam szepty. Myśleli, że śpię...
 - Co się z nią dzieje? - zapytał Paul. Może mi się zdawało, ale słyszałam w jego głosie nutę rozpaczy. Znowu to robię. Wszystkich ranię. Ledwo powstrzymałam się od westchnięcia.
 - Nie wiem... - odparł wyraźnie zakłopotany Sam.
 - Może zaprowadzimy ją do doktora Cullena? - podsunął nieśmiało Seth. Paul głucho warknął. - No co? Może on wie co się z nią dzieje. - warknięcie brata było teraz głośniejsze. Otworzyłam przerażona oczy. Cały się trząsł. On się chyba zmienia!
 - Paul! Nie zapominaj, że trzymasz Cassandrę! - odezwał się głośno Jake. Nerwus zaczął się uspokajać. Uf. Mogło być gorąco. Dostrzegłam, że Seth przygląda mi się z bólem. - To co, Paul? Doktor Cullen?
  Kto to ten Cullen? Hm. On wie o wilkołakach? A może jest jednym z nas.. to znaczy z nich. Myślałam, że znam wszystkich w sforze. Embry podszedł do mnie i wziął na ręce.
 - Dam rade iść. - zauważyłam ostro, a on posłał mi chytry uśmiech. Kiedy chłopak przycisnął mnie do piersi mój ukochany warknął. - Nie denerwuj się tak. - zaśmiałam się. Wszyscy wbili we mnie tępe spojrzenia.
 - Nie powinnaś była tego słyszeć.. - zaczął Sam.
 - Aha? Czyli jestem wariatką, mutantem? - spojrzałam na chłopaków. Na każdego po kolei. Dłużej zatrzymałam się na twarzy Setha. - Czy dzieje się to, co myślę, że się dzieje? - spytałam nie dbając o gramatykę.
 - Chyba tak. Najprawdopodobniej przemiana niedługo nastąpi. - zasępiałam. Jak to ma tak boleć to wole umrzeć. - Cass, proszę cię, przestań. - ciągnął Sam.
 - Ale co ja znowu robię?! - wybuchłam. Czułam, że trzęsą mi się ręce, ale nie zmierzałam się tym przejmować. - Cokolwiek nie zrobię jest źle! Może zamknijcie mnie w jakimś wariatkowie! W pokoju o miękkich ścianach! Będziecie mieli mnie z głowy. - teraz swój nienawistny wzrok wbiłam w Embry'ego - Puść mnie! - wydarłam się o oktawę wyżej. Chłopka posłusznie spełnił moje polecenie. - No, to jak? Co mam przestać?
 - Wpatrywać się w nas takim wzrokiem. - odpowiedział niepewnie Quill.
 - Dobra, idziemy do tego Cull.. coś tam. A ty, - tu zwróciłam się do Pula. - jak jeszcze coś powiesz na ten temat to ukręcę ci łeb, wrzucę do bagna, spale ciało i będę tańczyć w koło ogniska! - wykrzyczałam to z taką pasją, że aż się cofnął. I dobrze. Niech się boi. Koniec z grzeczną Cassy.
  Szliśmy piechotą. Znaczy oni szli, a raczej biegli, a ja siedziałam u brata na baranach. Głównie przemierzaliśmy las. Po pewnym czasie znudziły mi się te drzewa. Aż ziewnęłam. Oczywiście, gdy tylko to zrobiłam to wszystkie oczy skierowały się na mnie. Ugh! Już mnie wkurzają. Bo jak Cass ruszy się chodź o centymetr to apokalipsa! Wyszliśmy na polanę, na której stał wielki dom. Po dość krótkiej chwili ( jestem dość mądra ) ogarnęłam, że tu mieszka ten doktorek, który to ma niby powiedzieć co się ze mną dzieje. Tsa. Już to widzę. Z domu wyszli trzej chłopcy. Pfu. Raczej mężczyźni. Dobra, poddaje się. Przedstawiciele płci męskiej. Pierwszy szedł taki bycior. Normalnie jak jakiś.. hm. Kulturysta? Nie wiem. Osobnik ten był brunetem. Za nim szedł trochę mniejszy blondyn. A na  końcu taki rudzielec. Chłopak posłał mi lodowate spojrzenie, ale jak dostrzegł moje oczy to się zatrzymał. Co on się tak gapi? Mutanta nie widział? Może nie...
 - Witam. - przemówił rudy - Co was tu sprowadza?
 - Przyszliśmy do doktora Cullena. - zaczął Sam - Musimy coś sprawdzić. - tu przeniósł wzrok na mnie, a te małpiszony podążyły za jego spojrzeniem.
 - Carlise chętnie zobaczy co się z nią dzieje jak tylko wróci. Poczekacie pół godziny?
 - Dobrze. Paul i Seth zostaną, a my się wycofamy jeśli pozwolicie.
 - Dobrze, do widzenia. - odparł miedzianowłosy. Chłopaki wycofali się, a ja z moim ukochanym i bratem zostałam. Spochmurniałam. Nie wytrzymam z nim w jednym pomieszczeniu. To będzie zbyt bolesne. Poczułam, że zaraz się popłaczę, więc wtuliłam twarz w łopatkę Paula. Idziemy. Trzasnęły drzwi. Posadził mnie na kanapie. Podniosłam wzrok. W pokoju oprócz tych facetów stały cztery kobiety. Było w nich coś co mnie przerażało. Jeszcze nie wiem co, ale mam nadzieje się niedługo dowiedzieć. Tsa. Nadzieja matką głupich. No właśnie. Co z mamą? Dawno się nie odzywała. Spostrzegłam, że ten rudy patrzy na mnie ze współczuciem Podeszła do mnie krótkowłosa brunetka.
 - Hej, jestem Alice - przedstawiła się, a ja próbowałam się uśmiechnąć .CHyba wyszedł tylko grymas. - A to Jasper, Rosalie, Emmett, Bella, Edward i Esme. - pokazywała po kolei na poszczególne postacie. - Zaraz powinien dołączyć Carlise.
 - Siema, jestem Cassandra. - odparłam. Alice mnie przytuliła. Spostrzegłam, że wszyscy unikają mojego spojrzenia. No tak. Te oczy. Bu! Mvhaha. A teraz śmiech Dundersztyca. Uśmiechnęłam się. Każdy z mieszkańców wrócił do swoich zajęć. Zmiennokształtni oglądali jakiś durny mecz w TV. Podszedł do mnie Edward.
 - Hej - uśmiechnął się.
 - Cześć - rzuciłam.
 - Śmiech Dundersztyca? - zaśmiał się. Em. Ja to powiedziałam na głos? - Nie, nie powiedziałaś. Czytam w myślach.
 - To mógłbyś przestać w moich?! - powiedziałam to chyba zbyt głośno, bo Paul się na mnie spojrzał.
 - Tak się chyba nie da. A i jeszcze coś. - spojrzał na Setha, ale coś mi podpowiadało, że mówi do mnie. - Jak na mój gust powinnaś spróbować jeszcze raz. - posłał mi ciepły uśmiech i poszedł na górę.
  Może rzeczywiście powinniśmy spróbować jeszcze raz, może jeszcz nie wszystko stracone.. Mój świat nie musi się jeszcze zawalać. Ale jak ja mam mu to teraz powiedzieć? Najpierw " to koniec", a teraz "wróć do mnie"? Jestem żałosna. Posmutniałam. Trochę nudzi mnie to czekanie. Zerknęłam na wilkołaki sprawdzić co robią. Seth wydawał się być odprężony. Rozłożył się wygodnie na drugiej kanapie. Paul siedział sztywno w fotelu i nerwowo wodził wzrokiem po pokoju. Wtem drzwi frontowe się otworzyły, a w nich stanął przystojny blondyn.
 - Witaj - zwrócił się do mnie - Jestem Carlise.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz