wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział szósty.

 Doktor Cullen na początku obejrzał mnie dokładnie ze wszystkich stron ( czułam się skrępowana ),a przede wszystkim przyjrzał się moim niezwykłym oczom. Co chwila powtarzał„intrygujące”, albo „to ciekawe”. Przyznam, że to było bardzo denerwujące, bo oczywiście nie podzielił się ze mną tymi „ciekawymi” informacjami. Wreszcie dał mi spokój, bo Esme powiedziała, że pewnie jestem głodna, i że zaraz mi coś dobrego przygotuje. Na słowo „jedzenie” Paul i Seth mało się nie zabili biegnąc do kuchni. Jeju. Jaki oni mi robią obciach. Pacnęłam się dłonią w czoło. Z kim ja się zadaje.  Zaśmiałam się przykuwając zdziwione spojrzenia moich wilczków. Nie dziwie im się. Od tak dawna się nie śmiałam. Zrobiłam to jeszcze raz i spostrzegłam na ich twarzach ulgę. Teraz to chyba przesadzają. Czy naprawdę myśleli, że porzucę na zawsze swoją radosną duszę, która wyłoniła się z wnętrza mnie po przyjeździe do tego magicznego miejsca? Bez przegięć. Nie jestem pamiętliwa. Trzeba umieć wy…
  W tym momencie zapomniałam co chciałam powiedzieć ( pomyśleć ), ponieważ moje oczy spotkały się ze ślepkami Setha. Dlaczego on tak na mnie działa! Pieniłam się we wnętrzu,chociaż czułam, że mój uśmiech jest coraz bardziej rozmarzony. A kogo by nie był, jakby zobaczył swojego aniołka? My angel. I love you. Mimo, że wypowiedziałam te słowa w myślach, poczułam się jakby on też tak myślał. Nic innego się nie liczyło. Tylko jego oczy… Reszta się wydawała rozmazaną, barwną plamą. Zanim zorientowałam się, co się dzieje stałam już tak blisko, że moje usta od ust Setha dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Miałam ochotę wpić się w jego wargi tak, jak jeszcze nigdy tego nie robiłam. Z taką miłością, z jaką żaden człowiek tego nie robił. Po prostu… Wszystko w moim ciele i umyśle było nastawione na niego. Nawet oddychanie było na drugim miejscu. I wcale to nie przenośnia. Naprawdę poczułam, że mdleję z powodu braku tlenu. Fuck! Prawie pocałowałam Setha i odleciałam. Nie cierpię tego. Zawsze odlatuję w najlepszym momencie mego marnego życia. Eh. To już chyba coś jakby tradycja.
  Dryfowałam sobie w otchłani czerni, gdy przed oczami stanęła mi twarz chłopaka. Uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy go widzę. Krótko ścięty, śniady brunet o roześmianych, granatowych oczach coś do mnie mówi. Nie zrozumiałam jego słów. Za duże było echo, ale wiedziałam, że to przestroga. Jego tętniące szczęściem oczy przybrały srogi wyraz. Wręcz lodowaty. Na początku się go wystraszyłam, ale potem zrozumiałam, że chłopak się po prostu o mnie martwi. Chociaż według mnie nie ma czym. Przecież teraz„wracam do świata żywych”. Budzą się we mnie normalne reakcje. Nie wiem co mnie naszło, ale pomyślałam jak bardzo kocham Setha, a brunet spochmurniał. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Potem przez mój umysł jak na filmie przewijały się twarz ludzi, których nie znałam. Nawet nigdy nie widziałam! Dopiero pod koniec „seansu” zobaczyłam znajome twarze mojej rodziny i przyjaciół. Jak już czułam, że mój stan uśpienia dobiega końca mignęła mi sylwetka Setha i owego chłopaka, którzy walczą o mnie. Mój krzyk przerwał ciszę panującą w pomieszczeniu.
  - Wreszcie się obudziłaś. – zawołał uradowany Paul mocno mnie przytulając. Taa. Co jak, co, ale Paul jak chce potrafi być zajefajnym bratem.
 - Też się cieszę, że cię widzę. – Uśmiechnęłam się delikatnie i odsunęłam ramiona indianina. – długo tak leżę? – byłam trochę zdezorientowana. Znajdowałam się na łóżku szpitalnym w pokoju pełnym książek. To raczej nie jest szpital, ale żeby nie wyjść na idiotkę nie zapytałam się gdzie właściwie jesteśmy.
 - Około dwóch godzin.Cassandro pragnę zauważyć, że oddychanie jest dosyć ważne dla ludzi –uśmiechnął się do mnie ciepło doktor. Dla ludzi? Dla wilków też. Chyba.
 - Jesteśmy wampirami– dopowiedział Edward, a ja zesztywniałam. Jak to wampirami. Ze zdziwienia rozszerzyły mi się źrenice. Przecież one żywią się… krwią. Mimo, że instynkt kazał mi stamtąd uciekać, to przecież przyjaciele nie daliby mnie zabić. Mimo to zaczęłam się zsuwać z łóżka – Nie uciekniesz. – powiedział z lekką drwiną Edwardo. Ugh! Jak on mnie denerwuje! Chciałam wypróbować na nim moje drapieżne spojrzenie, którego tak boją się chłopcy. Słuchaj sobie moich myśli, słuchaj,ale zobaczymy co powiesz na to. Zanim zamknęłam oczy dostrzegłam, że uśmiecha się z drwiną. Też to zrobiłam. No to teraz trzeba przywołać wszystko co cię drażni od miesiąca. Zanim się tu wprowadziłam miałam bardzo nudne życie.Dopiero teraz to dostrzegam. Uświadomiłam sobie też, że to co miałam za swój stan mocnego zdenerwowania to tylko mała cząstka tego co przeżywam teraz.Otworzyłam moje dzikie oczy wbrew temu co planowałam pełne łez. To nie były łzy smutku czy słabości. To były łzy złości. W tej chwili we wnętrzu mnie szalał tajfun. Olbrzymia burza, która szukając wyjścia powiększała się i powiększała.Edward się cofnął. Obok niego stała Bella. Ona również zrobiła krok w tył.Widziałam, że ma ochotę stąd wybiec, żeby mnie więcej nie widzieć. Usłyszałam jak bardzo cicho ktoś wypowiada słowo „demonio”. Jestem słaba z hiszpańskiego,ale wiem, że to znaczy demon. Oczywiście Edzio przestał wpatrywać się we mnie z drwiną.
 - Nie lubię jak się mnie lekceważy. – Zauważyłam może trochę za ostro.
 - Cassy, doktor chce ci pomóc. Zachowuj się. – z łobuzerskim uśmiechem odezwał się Seth patrząc mi prosto w oczy. On się nie bał. Pamiętaj kretynko o oddychaniu! Skarciłam się w myślach.
 - Yhym. – odparłam odrywając się ze śmiechem od jego wspaniałej twarzy. Odwróciłam się w stronę doktora. – No to co się ze mną dzieje?
 - Tak naprawdę nie za bardzo wiem... – zastanowił się chwilę – Chcesz tu zostać, żebym mógł się chodź trochę szybciej zbliżyć do rozwiązania? – zadał mi to pytania pełen nadziei.Cóż, chyba go rozczaruję.
 - Nie… Chcę pobyć trochę w domu. Nie jako zombie, ale jako Cassandra. – uśmiechnęłam się promiennie. Moja złość wyparowała równie szybko jak się pojawiła. Może nawet uda mi się wrócić do Setha. Może… „Nie płacz. Wszystko będzie dobrze”.Usłyszałam głos w mojej głowie. Spojrzałam na Edwarda, ale ten nerwowo rozglądał się dookoła. Dobra. To chyba nie on. Ale jak to nie on to dzieje się tu coś dziwnego. Co ty do jasnej cholery pleciesz! Odkąd mieszkasz z ojcem widzisz rzeczy, które miałaś wcześniej za nadpobudliwą wyobraźnię producentów filmowych. Coś czego w ogóle nie powinno być. No, ale jak ktoś słyszy głosy to oznaka jakiejś choroby psychicznej, nie? Pewnie zaraz będę widzieć białe myszki. Może mnie czymś naćpali? To by miało sens. – Chłopcy, chcę wracać do domu. – powiedziałam bez słyszalnego entuzjazmu. Ale tylko dlatego, że jestem zmęczona. Cieszyłam się, że mogę pobyć trochę czasu z nimi. Mam już dość mojego pokoju. Przydałaby mi się jakaś impreza. Łał. Pierwszy raz w życiu mam ochotę się upić, żeby wszystko chodź na chwile odpłynęło. To nie jest taki zły pomysł.Uśmiechnęłam się.
  Wyszliśmy już z domu Cullenów i szliśmy powoli przez las. Zatrzymałam się gdy wyszliśmy na jakąś polankę. Seth pierwszy zauważył, że stoję i podbiegł od razu. Paul w tym czasie usiadł i oparł się o pień drzewa patrząc w słoneczne niebo. No właśnie,słoneczne! Jak las pięknie wygląda gdy świeci słońce. Nie jest taki ponury.Wszystko ma piękne barwy. Wszystkie odcienie zieleni, brązu. Poczułam, że ktoś za mną stoi. Był to nie kto inny, jak mój ukochany wilczek.
 - Cassy, wiem co myślisz na temat wpojenia, ale ja cię naprawdę kocham. Nie mogę bez ciebie żyć.To jest trudne. – zobaczyłam, że w jego oczach zbierają się łzy. – Proszę daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę… - głos mu się łamał. Zamrugałam kilkakrotnie aby się nie rozpłakać.
 - Też cię kocham,Seth. – wykrztusiłam. Chłopak powoli się do mnie przybliżył i musnął moje wargi. Gdy zobaczył, że nie protestuje jego pocałunki stawały się coraz śmielsze. Kontem oka dostrzegłam, że Paul patrzy się na nas z serdecznym uśmiechem. Nie z obrzydzeniem czy odrazą. Z sympatią. Łza spłynęła mi po policzku. Seth odsunął się i ją wytarł.
 - Czemu płaczesz? –zapytał. Oczy mu się śmiały. Jak ja mogłam go tak zranić?
 - Bo nie mogę w to uwierzyć. To jest zbyt piękne. – odparłam wtulając się w jego ciepły tors. –Kocham cię. – powtórzyłam, a on mocniej mnie przytulił.
 - Wiem, że musicie nadrobić wszystko i tak dalej, ale czas wracać. – odezwał się Paul psując tą magiczną chwile.
 - No dobra. –odpowiedział mu Seth. Wziął mnie na ręce, jeszcze raz delikatnie pocałował i ruszył sprintem przez las. Przyznam, że miałam takiego stracha, że wpadnie na drzewo, że myślałam, że mi zaraz serce wyskoczy. Po paru minutach wypadliśmy na nasze podwórko.
 -Paul… Nie wiesz,gdzie tu można się zabawić? No bo coś kiedyś wspominałeś… - zaczęłam, ale brat przerwał mi w pół słowa.
 - Dopiero w Seattle.Po pierwsze nie zawiozę cię tam, a po drugie nie sprzedadzą ci alkoholu. –uśmiechnął się tryumfalnie, a ja odpowiedziałam mu chytrym spojrzeniem i skierowałam swój wzrok na mojego… chłopaka? Ciekawe czy mogę go tak nazywać.
 - Seth…
 - Nie ma sprawy. –posłał mi najpiękniejszy ze swoich uśmiechów. Pokazałam dla Paula język i pociągnęłam Setha za sobą do domu. Tata akurat coś szykował wkuchni.
 - Co na obiad? –zagadnęłam. Najpierw odpowiedział, że kurczak, a potem wbił we mnie tępe spojrzenie.Marudził coś pod nosem, że nie rozumie dzisiejszej młodzieży, a my poszliśmy na górę. Zmiennokształtny usiadł na łóżku, a ja otworzyłam moja szafę i przez jakieś 20 minut wpatrywałam się w jej zawartość. Dawno nie byłam na zakupach.Hm. W mojej szafie nie ma NIC co nadaje się na jakąś super imprę. Nachmurzyłam się. Wtedy mój wzrok przykuła paczka owinięta w połyskujący kolorowy papier.Przyszła pocztą w czasie mojego nie bycia w świecie normalnych ludzi. Na niej była przyczepiona karteczka :
„Jak tylko ją zobaczyłam pomyślałam o Tobie. Baw się dobrze.    Mama”. Czyli mama o mnie nie zapomniała! Łzy szczęścia napłynęły mi do oczu, ale zaraz zastąpiły je gorzkie rozpaczy. Jak mama przyjedzie będę musiała z nią zamieszkać. No nic. Wytarłam oczy rękawem i po rozerwaniu papieru otworzyłam pudełko. W środku była króciutka sukienka ( ledwo zakrywająca tyłek ), a do niej kozaki. Uśmiechnęłam się.
 - Zaczekasz tu chwilę, a ja pójdę to przymierzyć? – zapytałam Setha pokazując mu zamknięte pudełeczko. Kiwnął potakująco głową i położył się na moim łóżku kładąc ręce pod głowę dla lepszej wygody, po czym zamknął oczy. Jejciu. On jest przemęczony.Dopiero teraz zobaczyłam sine podkówki pod jego ślipkami. Pobiegłam szybko do łazienki i przebrałam się w kreację od mamy. Gdy wyszłam głośno odchrząknęłam zwracając jego uwagę na siebie. Jak na mnie spojrzał wybałuszył oczy i cicho gwizdnął.
 - No, no. Może jednak nigdzie nie pójdziemy. Jeszcze się o ciebie chłopaki pozabijają. Chcesz mieć ich na sumieniu? – zażartował mój ukochany. – Nie chcę sobie robić niepotrzebnie konkurencji. Dopiero co cię odzyskałem… - ostatnie zdanie wymruczał przyciągając mnie do siebie. Całował mnie najpierw delikatnie, a potem coraz namiętniej. Nasze języki wykonywały dziki taniec. Dłoń chłopaka zsunęła się z moich pleców na pośladki. Jedną ręką gładziłam mu kark, a drugą oparłam o pierś. Poczułam jak Seth podciąga moją sukienkę w górę. Z mojego gardła wydobył się cichy przytłumiony jęk. Pewnie gdyby nie pukanie do drzwi byłoby baaardzo gorąco. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, ale tylko na chwilę. Zdążyłam poprawić sobie sukienkę i usiąść Sethowi, który zajął miejsce na moim łóżku, na kolanach, gdy do pokoju weszła Leah.
 - Wiedziałam, że Paul jest głupi, ale nie myślałam, że aż tak, żeby was zostawiać samych w pokoju. –wzniosła oczy do nieba – Wiem, wiem. Musicie nadrobić to i owo. – w tym momencie się skrzywiła. – Ale Seth, musisz iść do domu pomóc mamie. Teraz. –powiedziała to tak ostro, że mocniej przytuliłam się do ukochanego.
 - Właśnie gdzieś szliśmy. – zauważył mój wilczek.
 - Wiesz, że mnie to mało obchodzi? Do domu.
 - A wiesz, że mnie to mało obchodzi? Nigdzie nie idę. – Jego oczy przybrały zimny odcień. Wiedziałam,że jego złość nie jest skierowana w moim kierunku, ale i tak trochę się go przeraziłam. Leah wyszła trzaskając drzwiami. Wyraz twarzy mojego towarzysza automatycznie się zmienił. – To na czym skończyliśmy? – zagadnął ciepło.
 - Może lepiej już jedźmy… Jest dziewiąta. I pamiętaj. – tu zawiesiłam głos dla lepszego efektu –Ja pije, ty prowadzisz. – powiedziałam to tak poważnie, że zaraz leżeliśmy oboje ( ja na nim ; D ) i głośno się śmialiśmy.
 - Dobrze, ale obiecaj mi, że jak się upijesz nie będziesz robić scen i z nikim nie gadała o tym co się teraz z tobą dzieje. – teraz to on zrobił się poważny. Wiedziałam, że tonie jest dla wygłupów. Skinęłam głową. Od razu się rozpromienił. – No to jedziemy!
  Wyszliśmy przed do mi wzięliśmy samochód Setha. Skąd on się tu wziął? W czasie podróży do Seattle cały czas się śmialiśmy. Zmiennokształtny zaparkował przed jakimś mocno zaludnionym pubem. Z środka właśnie wytoczyła się pijana nastolatka. Za nią szedł jakiś facet. Ona była na 100 % młodsza ode mnie, a sądząc po tym, iż mężczyzna trzyma jej ręce na biuście nie był jej ojcem. Przełknęłam głośno ślinę co nie uszło uwadze wilkołaka.
 - Rzadko bywają tu takie pary. – mówił nie patrząc na mnie – Ten co ją prowadził to był wampir. –przyglądałam się innym parą, które wchodząc wypuszczały w nocną ciszę powiewy głośnej muzyki. – Nie dam cię skrzywdzić. Obiecuję. – mówiąc to złapał mnie za rękę. Wiedziałam, że mówi prawdę. On by mnie nie okłamał. Choćby miał poświęcić swoje życie ratowałby mnie. Nawet wtedy gdyby nie połączyło nas wpojenie.Westchnęłam.
 - Wchodzimy? – teraz próbowałam maskować nie smutek, ale podekscytowanie. Sądząc po rozbawionej minie chłopaka słabo mi to szło.
 - Jasne. – wyszedł z samochodu i otworzył przede mną drzwiczki pasażera. Wysiadłam i zaczęliśmy kierować się w stronę wejścia. W środku mocno pachniało alkoholem. Skrzywiłam się, ale zaraz potem poprosiłam Setha o drinka. Siedzieliśmy przy jednym ze stolików i rozmawialiśmy, ja pijąc drinka, on cole. Podszedł do nas jakiś młody chłopak.Znaczy niewiele od nas starszy. Przyznam, że nawet był przystojny. Uśmiechnęłam się do niego, na co Seth się skrzywił, i powiedziałam, że może. Nie wiem, jak to się stało, ale kilka godzin potem byłam tak pijana, że ukochany musiał mnie wyprowadzić z lokalu. Wiedziałam co się ze mną dzieje itp., ale nie mogłam się ogarnąć przed dziwnymi wybrykami. No coment. Siedziałam cicho w samochodzie nie chcąc go więcej drażnić. Chłopak zatrzymał się na poboczu i głośno zaczął się śmiać trzymając za brzuch.
 - Co cię tak bawi? –zapytałam starając się mówić spokojnie, ale złość była słyszalna w moim głosie.Poczułam, że chyba trzeźwieje.
 - Nie denerwuj się kochanie – mówiąc to czule ujął moją dłoń – ale całą drogę masz taką minę… Nie wytrzymałem. Przepraszam. – chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się. Nie chciałam, ale chyba go zraniłam, bo spuścił oczy i wpatrywał się w swoje adidasy.
 - Seth… Przepraszam.– mówiąc to dotknęłam jego ramienia.
 - Spoko, tylko przypomniało mi się co powiedziałaś mi przed miesiącem. – spojrzał na mnie i uśmiechnął się przez łzy. Wysiadłam z samochodu. Był zszokowany. Myślał, że chcę sobie iść, ale ja miałam inne plany. Otworzyłam jego drzwiczki i usadowiłam się mu na kolanach. Przyłożyłam mu dłonie do policzków i najczulej jak umiałam powiedziałam :
 - To co się stało miesiąc temu w ogóle nie powinno mieć miejsca. – zaczęłam czując, że muszę to z siebie wyrzucić. – Ja też cierpiałam.  –wyszeptałam.
 - Wiem. Przepraszam.
 - A ty mnie za c.. –nie dokończyłam, bo zamknął mi usta pocałunkiem. Czułam się jakbym nic nie piła. Jak odwiózł mnie do domu zaciągnęłam go do swojego pokoju, w który dużo się działo aż do rana…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz