Miałam zostać u ojca do końca wakacji. Mama wyjechała ze znajomymi na
dwa miesiące do Egiptu. Pewnie myślicie, że jest jakaś wyrodna, nie?
Podrzuca córkę ojcu i jedzie się opalać. W rzeczywistości jest nieco
inaczej. Sama chciałam zostać. Muszę zatrybić o co im chodzi z tymi
wilkołakami. Taa. Tylko jak mam to zrobić, jak Paula nie ma już kiedy
wstaje i wraca, jak już dawno śpię? Może on w ogóle nie przebywa w domu?
Hm.
Jestem już tu tydzień. Niedziela. Paul wreszcie jest! Podeszła
pod drzwi jego pokoju. Zanim zapukałam złapałam kilka głębszych
oddechów. Puk, puk! Odpowiedziało mi chrapanie. Nie. Jak teraz odpuszczę
nie dowiem się prawdy. Weszłam więc pewnie i rozejrzałam się po
pomieszczeniu. Łaał. Jeszcze tu nie byłam. W pokoju panował straszny
bałagan, a wśród śmieci na łóżkopodobnym kawałku drewna z materacem i
pościelą spa mój brat. Podeszłam do niego i lekko szturchnęłam w ramię.
-
Paul.. - szepnęłam nie przestając go szturchać. Trudno, jeśli to nie
pomaga trzeba ostrzej. Dobrze, że tata jest na rybach. Mogę pokrzyczeć.
Uśmiechnęłam się do siebie. - PAUL! - wydarłam się zwalając go z łóżka.
Zdezorientowany zaczął na mnie.. ta pewnie myślicie, że krzyczeć.
Chciałoby się. On na mnie WARCZAŁ! Jak jakieś zwierze. Zachwiałam się i
upadłam na drzwi boleśnie uderzając głową o klamkę. Szybko się opanował i
kucnął przy mnie.
- Nic ci nie jest? - zapytał z troską, a ja
zamiast udzielić mu odpowiedzi otworzyłam szerzej oczy ( o ile to
możliwe ) i z otwartą buzią wpatrywałam się w jego zatroskaną twarz.
Jeju.. ja się go boje! Nie mogę oddychać. Pomocy! Boże! Czemu tu jest
tak ciemno?! I odleciałam.
- Czemu ona się nie budzi! - Jęczał Seth. Skąd on się tu wziął? - To twoja wina! - wydarł się na kogoś.
- No pewnie! Zawsze wszystko na mnie! Może jakby nie darła japy bym tak nie zareagował!
Potem
słyszałam warczenie. Jezu, znowu. Poczułam jak po policzkach ciekną mi
łzy, ale nie dałam rady otworzyć oczu. Warczenie zamiast ustać, nasilało
się. Jak to się nie skończy chyba oszaleję! Cass, uda ci się. Po chyba
setnej próbie otwarcia oczu, poddałam się. Niech się dzieje co chce. I
wtedy doznałam olśnienia! Paul.. On mówił coś o wilkołakach. Seth miał
mi nie mówić. To warczenie na mnie.. rano? Nie wiem ile już tak leżę.
Mniejsza z tym. On jest wilkołakiem.
Usłyszałam trzask łamanych
mebli i coś w rodzaju tłuczonych szyb. Od razu otworzyłam oczy. Nikogo
nie było, ale pokój wyglądał jakby przeszło tędy tornado. Wyjrzałam
przez wybite okno. Na podwórku walczyły dwa wilki. Stałam tak i gapiłam
się jak idiotka, zamiast coś zrobić. Zaraz! Co ja mogę zrobić?! Wejść
pomiędzy dwa gryzące się wilki wielkości koni?! Wciągnęłam ze świstem
powietrze, a one się na mnie spojrzały. Ten mniejszy.. On był wtedy w
lesie! Znowu poczułam łzy na policzkach. Piaskowy wilk spojrzał na
szarego. Tamten kiwnął głową. One gadają? Może Paul ma racje. Może
naprawdę tracę rozum? Jestem wariatką. Spuściłam wzrok. Wtedy na
podłodze zobaczyłam krew i strzępki ubrań. Rozszlochałam się. O co tu
chodzi? Nagle poczułam jak coś, a raczej ktoś gorący przytula mnie od
tyłu.
- Cassandro, musimy porozmawiać - szeptał Seth ocierając moje
łzy. Posłusznie jak mała dziewczynka dałam się podnieść z podłogi i
wyprowadzić do przedpokoju. Dopiero skojarzyłam, że bo był mój pokój.
Super, to gdzie ja będę spać?! W kuchni siedział Paul z jakimś facetem.
Seth dyskretnie na niego zerknął, a tamten ledwie zauważalnie kiwnął
głową. Co się tu dzieje? To i inne pytania męczyły mnie w drodze do
lasu.
Usiedliśmy na jakimś przewróconym drzewie. Seth zamiast
zacząć ( w końcu to on chciał rozmawiać ) siedział i wpatrywał się w
swoje dłonie. Postanowiłam przejąć inicjatywę.
- Seth, o co tu
chodzi? - powiedziałam czując jak mi drży warga - Powiesz mi? - nie
czekając na odpowiedź ciągnęłam - Czemu mój pokój jest w takim stanie?
Czemu Paul wtedy krzyczał coś o wilkołakach i co to za facet, co gada z
nim w kuchni? - zerknęłam na niego, ale nie zmienił pozycji - Seth? -
dotknęłam jego ramienia, a on spojrzał na mnie. Odruchowo przyłożyłam
ręce do ust. Na prawej połowie jego twarzy widniała wielka blizna - Co
ci.. - nie mogłam dokończyć. Popłynęły mi łzy. Chłopak spuścił smutne
oczy - Boże.. - dotknęłam świeżej blizny. Delikatnie się skrzywił, więc
zabrałam dłoń.
- Cass, bo.. - wreszcie się odezwał - Jestem
wilkołakiem. - powiedział to tak szybko, że ledwo go usłyszałam, ale
słyszałam. Wryło mnie. - Masz prawo się mnie bać - ciągnął - zrozumiem.
Wtedy w lesie.. Ten wilk.. To ja cię znalazłem. Twój pokój
zdemolowaliśmy z Paulem, bo puściły mi nerwy - uśmiechnął się delikatnie
do swoich wspomnień - przepraszam. Ten facet, o którym mówiłaś to Sam.
Pamiętasz go? - kiwnęłam niepewnie głową - To nasz Alfa. Tak jakby
przywódca. - słuchałam tego w coraz większym szoku - hm. - zamyślił się -
Wiesz co to wpojenie? - pokręciłam łbem - No tak. Dowiesz się jutro na
ognisku. - uciął.
- Nie! Jak zacząłeś to skończ! - zażądałam, a on rozpromienił się widząc moją minę naburmuszonego dziecka.
-
Jutro, obiecuję. - Jego uśmiech wreszcie dosięgnął oczu. Mój bóg. Uh.
Ciaacho. Zaczął się do mnie przybliżać. Serce waliło mi tak mocno, że
myślałam, iż zaraz wyskoczy mi z piersi. Już miałam sprawdzić, czy jego
usta są tak dobre na jakie wyglądają, gdy usłyszałam wycie wilka. Seth
szybko się ode mnie odsunął i posłał przepraszające spojrzenie.
- Muszę iść - szepnął. Głos mu drżał z emocji. Ysz. Mi pewnie też by tak było - Trafisz sama do domu? - zapytał
- Nie jestem pewna.. - odparłam robiąc zeza. Zaśmiał się cicho.
-
No to chodź. - powiedział ciepło. Wracaliśmy w milczeniu. Praktycznie
cały czas gapiłam się na moje brudne trampki ( w lesie ciężko uratować
białe buty przed zabrudzeniem ), ale jak zerkałam na ukochanego on
głownie patrzył na mnie. Byłam trochę skrępowana czując jego wzrok na
sobie. Weszliśmy na jakieś podwórko.
- Em. Seth nie wiem czy wiesz, ale ani ja, ani mój stary tu nie mieszkamy. - powiedziałam przystając
- Tak, wiem. Tu mieszka Emily i Sam. Chodź, wszyscy tam są. - dodał.
- Ta. O niczym tak nie marzę, jak wprosić się do domu pełnego wilkołaków. - odparłam z sarkazmem.
- Są też tam ich wpo.. dziewczyny. Będziesz miała towarzystwo. - nie przestając szyć zębów szedł tyłem, żeby mnie widzieć.
-
Yhy. Niech ci będzie. - dopiero teraz przyjrzałam się tej chatce ( bo
domem tego nazwać się nie dało ). Była przepiękna. Cała z drewna, a na
werandzie i w ogrodzie było mnóstwo kwiatów. Ta Emily musi mieć do nich
niezłą rękę. W zachwycie wychwycałam coraz to nowe detale nie
zauważając, że stoję w miejscu. Seth mnie przytulił kładąc ręce na
biodrach, jednocześnie zasłaniając widok
- Ei! - zaśmiałam się, próbując się zza niego wychylić.
-
Będziesz tak stałam, czy może wejdziesz? - zapytał rozbawiony. Ujął
moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku chatki. W środku przy stole siedziały
wilkołaki. Dwie dziewczyny robiły ogroooomną jajecznicę, a pozostałe
stały oparte o blat i o czymś rozmawiały.
- Tylko nie patrz się zbyt natarczywie na Emily - szepnął Seth - Sam tego nie lubi.
-
Czemu miałabym.. - nie dokończyłam, bo wtedy ją zobaczyłam. Potrójna
blizna ciągnęła się od kącika oka przez twarz i usta wykrzywiając je w
trwałym grymasie, aż po koniuszki palców. - Co jej.. - znowu nie
dokończyłam. Poczułam w gardle ogromną gule.
- Potem ci powiem - obiecał i usiadł za stołem gdzie reszta chłopaków. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna
-
Hej, jestem Kim. A ty to pewnie Cassandra. Seth dużo o tobie mówił. -
powiedziała z uśmiechem, a ja kątem oka zauważyłam jak mój wilkołak się
czerwieni.
- Hej Kim. - odwzajemniłam uśmiech. Rozmowa szybko się
rozwinęła. Nie wiem ile tak siedziałyśmy. Rozgadałam się. To do mnie nie
podobne. Hm. Tutaj jest inaczej. Mogę być sobą! W pewnym momencie
podszedł do nas Seth.
- Cass, jak cię zaraz nie odprowadzę to twój tata mnie zabije. - uśmiechnął się widząc moją minę.
- Oj, nic ci nie będzie. - odparłam. Chciałam jeszcze trochę tu zostać.
- Jak nie twój tata to Paul. - dopowiedział krzywiąc się.
-
Eh. No dobra. Paa. - powiedziałam. Uścisnęłam się z Kim na pożegnanie i
wyszliśmy. Seth trzymał mnie na rękach, bo byłam tak senna, że ledwo
szłam. Chyba nawet się na chwilę zdrzemnęłam. Obudziłam się zanim
doszedł do domu. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- Co się tak szczerzysz? Ktoś ci cukierka obiecał, czy jak? - spytałam zaspana.
- Cassy, czujesz coś do mnie? - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie, ale dobra. Może znowu gadałam przez sen? Kurczę!
-
Może.. - zaczęłam, ale widząc, że jego oczy smutnieją, dodałam tak
cicho, że normalny człowiek by tego nie usłyszał - Tak, kocham cię. - Mu
to wystarczyło. Wpił się w moje wargi z taką namiętnością, że.. uh!
Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam tchu.
- Ja ciebie też - powiedział jeszcze dysząc. Zaśmiałam się. Dopiero teraz zauważyłam, że jego blizna prawie zniknęła.
- Seth? Gdzie.. Co się stało z twoją blizną? Znaczy. Ona powinna tak wyglądać za kilka tygodni. - spytałam zdezorientowana.
- Na wilkołakach wszystko szybko się goi. - poinformował mnie. Mówił to tak, jakby był dumny z tego czym jest.
- A Emily? Co się jej stało? - zadałam kolejne pytanie, a on wyraźnie spochmurniał.
-
Wilkołakom brakuje samokontroli. - tłumaczył - Sam rozzłościł się i
zmienił gdy Emily stałą za blisko - dostrzegł, że patrząc na niego
odczuwam strach - Nie bój się. Jestem już wilkiem kilka lat i tylko raz
straciłem nad sobą kontrolę. To baardzo mało porównując się z Paulem -
zaśmiał się nerwowo.
- Ah, no dobra. - uśmiechnęłam się blado. Seth
zaniósł mnie na górę ( spałam w pokoju gościnnym ). Poszłam do
łazienki. Wzięłam prysznic. Przebrałam się w piżamę. Weszłam do pokoju.
Zdążyłam się wygodnie ułożyć na łóżku jak poczułam, że ktoś całuje mój
policzek.
- Kolorowych snów - szepnął mój nocny gość, o którym śniłam do rana..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz