wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział dziewiąty.

  Zatrzymaliśmy się.Podniosłam wzrok znad odtwarzacza i zerknęłam na wampiry siedzące na przednich siedzeniach.
 - Czemu stoimy? –Leah zadała pytanie, głosem pełnym agresji.
 - Bo dalej nie możemy was zawieźć – odpowiedziała ze spokojem Alice – Musicie iść pieszo, ale spokojnie. To niedaleko.
  Zmiennokształtna wysiadła z samochodu mocno trzaskając drzwiami. Zadrżałam. Czyli następne kilka dni, jak nie dłużej mam spędzić z nią? No to ładnie. Jak Seth mógł do tego dopuścić? Jak ja mogłam do tego dopuścić?! No nic. W zamyśleniu wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść, ale uświadomiłam sobie, że tak właściwie to ja nawet nie wiem gdzie mam iść. Zerknęłam na Alice, a ona z uśmiechem pokazała mi,żebym wróciła się do samochodu. Stanęłam koło drzwi pasażera i przez otwartąs zybę zajrzałam do środka.
 - Spotkamy się tutaj jutro o dziewiętnastej. Teraz musisz iść tą drogą. – wskazała na żwirówkę ciągnącą się przed nami – Zmierzasz do małej wioski rybackiej. Tam musisz odnaleźć Sigmę. Sigma jest odpowiednikiem Billy’ego Blacka. Pamiętaj, ona jest starą szamanką. Nie palnij czegoś.
 Spojrzałam na nią i z powagą skinęłam głową. Alice się pożegnała, Jasper zawrócił samochód i odjechali. Odwróciwszy się zobaczyłam Leę gapiącą się na mnie wyczekującym wzrokiem. Westchnęłam i ruszyłam przed siebie drogą wskazaną przez wampirzycę.Nie odwracałam się kiedy zmiennokształtna za mną wołała. Chciałam się odizolować. Pomyśleć. A więc podsumowując moje położenie utknęłam z siostrą Setha daleko od domu, mam szukać jakiejś szamanki, Sigmy, która mieszka w wiosce rybackiej. Prawdopodobnie będzie tam też wataha wilkołaków. A jeżeli oni coś będą chcieli ze mną zrobić? Jeżeli mnie skrzywdzą? Moje ciało zaczęły przechodzić pojedyncze dreszcze. Próbowałam wziąć kilka uspokajających oddechów,ale na nic się nie zdały.
  Nogi się pode mną załamały. Usłyszałam jak Leah do mnie podbiega. Nie wiedziałam skąd to wiem,ale wiedziałam, że jak Leah podejdzie to ją skrzywdzę.
 - Nie! Nie podchodź!– krzyczałam. A raczej warczałam na nią. Dosłownie z mojego gardła wydobywały się zwierzęce warknięcia. Z wnętrza brzucha po moim ciele zaczął się rozchodzić ból. Jakby lawa szukała wyjścia z mojego ciała. Zamknęłam oczy. Oddech mi przyśpieszył. W takiej agonii nie mogłam się skupić na myśleniu o uspokojeniu się. Kolejny wstrząs rzucił moim ciałem. Palce zaczęły mnie boleć. Jakby ktoś wyrywał mi paznokcie. Zacisnęłam pięści i poczułam lepką, ciepłą ciecz, która wylewała się z moich rąk. Zerknęłam w dół. Długie, czarne pazury przebijały mina wylot dłonie. W panice rozwinęłam pięści rozrywając bardziej, i tak już zmasakrowane ręce. W moich dłoniach zionęły dziury. Zanim zdążyłam jakkolwiek na to zareagować cała skóra zaczęła mnie swędzieć. Zerknęłam na ramiona, nogi.Z niewidzialnych porów wyrastały mi grube, białe włosy. A raczej sierść. Przejechałam rękoma po przedłużonej szczęce i pomacałam wielkie i ostre kły.
  Ktoś krzyczał. To była Leah. Krzyczała na dwóch barczystych chłopców. Chcieli do mnie podejść.Ona im nie pozwalała. Uśmiechnęłam się do nich ponuro i zerknęłam w niebo.Okrągła tarcza księżyca oświetlała mnie swoim zimnym blaskiem. Uśmiechnęłam się do niej jak wariatka, zadarłam głowę do góry i zaczęłam wyć. Jak wilk. Ale nie byłam wilkiem. Nie byłam też człowiekiem. Byłam czymś pomiędzy. Moje ciało nie chciało się dalej przemienić. A może ja to powstrzymywałam? Naprawdę nie myślałam o takich rzeczach. Wszystko przesłoniła żądza krwi jaką wyczułam. Czyto nie przypadkiem wampiry to czują? Na pewno nie byłam wampirem.
 - Nie! – krzyknęłam.Znaczy próbowałam, bo mój krzyk przemienił się w wycie, które przeszywało każdy centymetr kwadratowy lasu. Łzy zebrały mi się w oczach. Wiedziałam, że jak zaraz oni stąd nie pójdą to ich zabiję. A tego nie chciałam. W pewnym momencie zatrybiłam, że nie mam przed sobą już Lei i chłopaków tylko trzy wielkie wilki patrzące na siebie z zaskoczeniem. Mierzyły się wzrokiem zapominając o mnie.Wykorzystując to zerwałam się z miejsca, i z nadludzką prędkością pognałam w las. Ból w łopatce to była
ostatnia rzecz jaką pamiętałam zanim kompletnie pochłonął mnie wewnętrzny wilk.
 
  Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zerknęłam w bok i zobaczyłam, że na łóżku obok mnie siedzi chłopak. Wysoki, o włosach w kolorze przypalanego piasku. Jego piwne oczy lśniły złotym blaskiem. Gdy zobaczył, że na niego patrzę uśmiechnął się figlarnie, a zarazem słodko. Biła od niego pewność siebie. Mój wzrok powędrował niżej. Chłopak nie miał na sobie koszulki. Jego klatka piersiowa i lewa ręka były obandażowane. Na prawym ramieniu widniały blizny po głębokich,szarpanych ranach. Wzdrygnęłam się. Spojrzałam teraz na siebie. Nie miałam na sobie nic. Absolutnie nic, oprócz białego prześcieradła, na którym były czerwone plamy krwi. Chciałam je podsunąć wyżej, żeby bardziej się zakryć, ale jak podniosłam rękę przez moje ciało przeszła błyskawica bólu. Zassałam powietrze.
 - Nie ruszaj się –powiedział ostro blondyn. Posłusznie opuściłam powrotem rękę na łóżko.
 - Gdzie jestem? –zapytałam słabym, chrapliwym głosem.
 - W domu Sigmy. –uśmiechnął się do mnie tym swoim uśmiechem. – A tak poza tym jestem Brayan.
 - Cassandra. Chwila.Jak się tu znalazłam?
 - Obudziła się w tobie bestia, dziecko. – odpowiedział mi stary kobiecy głos. Domyśliłam się, że to Sigma. Do pokoju weszła kobieta w podeszłym wieku z twarzą pooraną zmarszczkami. Wyglądała, jakby była koło osiemdziesiątki, ale jak się spojrzało w jej oczy można by rzec, że przeżyła kilka wieków.
 - Jak to, bestia?! –zapytałam podniesionym głosem i nerwowo się poruszyłam, co sprawiło kolejną błyskawice. Cicho jęknęłam. Brayan położył mi delikatnie rękę na ramieniu. Miał taki wspaniały ciepły i przyjemny dotyk.
 - Cassandro, czego nie rozumiesz w słowach „nie ruszaj się”? – zapytał ściągając brwi. Zignorowałam go i próbowałam usiąść ignorując ból i spadające prześcieradło.
 - Gdzie Leah?! –wydarłam się. Nie zamierzałam. Ale te nerwy i w ogóle.
 - Ta wilczyca?Odpoczywa. Spokojnie Lucas się nią opiekuje. – chłopak mrugnął do mnie. Lucas?Spoko. Czyli ja się o nią martwię, a ona podrywa jakiegoś Lucasa?! Oddech mi przyśpieszył. Poczułam kadzidełko. Nie cierpię kadzideł. Zmarszczyłam nos i spojrzałam w stronę staruszki. Paliła jakieś zielsko. Brayan delikatnie, acz stanowczo z powrotem położył mnie na łóżku i zakrył szczelniej. Posłałam mu słaby uśmiech.
 - Dlaczego tutaj jesteś? – zapytała Sigma wymachując ziołami nade mną.
 - Szukam odpowiedzi na to co się ze mną dzieje – wyrecytowałam to jak wyuczoną formułkę – Moje oczy… z nimi jest coś nie tak. A poza tym, wczoraj, to było wczoraj? –zerknęłam na chłopaka. Kiwnął głową. – A więc wczoraj w nocy przemieniłam się w coś bardzo dziwnego i jak to ty jesteś Sigma, to mam nadzieję, że powiesz mi co się ze mną dzieje. Wiele słyszałam o twojej mądrości. – oczywiście ostatnie zdanie było kłamstwem. Prawie nic o niej nie słyszałam, ale ona nie musi o tym wiedzieć. Zagryzłam wargi i obserwowałam mimikę jej twarzy. Jej mądre oczy zaszły mgłą.
 - Budzi się w tobie moc plemienia Nzema, dziecko. – przemówiła potężnym głosem szamanka – Moc, o której nie masz pojęcia. Póki nie rozwinie się prawidłowo nie będziesz wypuszczana z wioski. – zamrugała i jej oczy wróciły do poprzedniego wyglądu. –Twoja towarzyszka, Szara Wilczyca, musi odejść. – powiedziała to głosem nieznoszącym sprzeciwu.
 - Powiadomię ją –powiedział Brayan podnosząc się, ale Sigma położyła mu rękę na ramieniu.
 - Nie chłopcze. Ja z nią porozmawiaj. Ty opiekuj się Nemze.
 - Jak mnie nazwałaś?– zapytałam zdezorientowana. – Mam na imię Cassandra. C-a-s-s-a-n-d-r-a.
 - Nie mówiłam o tobie, dziecko. – odparła szamanka, a ja zrobiłam minę „wtf” – Mówiłam o Białej Wilczycy. – wypowiadając te słowa skłoniła mi się lekko i odeszła. Patrzyłam się na drzwi jeszcze długo po jej wyjściu. Ciszę przerwał Brayan.
 - A więc to ty jesteś Nemze? – zapytał lekko podekscytowany.
 - Nem-co? O czym wy do diabła mówicie! – wybuchłam.
 - Nemze. Biała Wilczyca. – zrobił pauzę – Demon. – uśmiechnął się. Mi nie było do śmiechu.Jestem demonem?
 - Czy mógłbyś mi oddać moje ubrania? – starałam się być uprzejma, ale w moim głośnie było słychać rozdrażnienie.
 - Nie jest to możliwe– odparł uciekając wzorkiem w bok.
 - Bo…?
 - Bo rozdarłaś je w czasie przemiany w… to coś.
 - Widziałeś mnie nago? – moje oczy się rozszerzyły i nie zważając na ból podciągnęłam nogi do siebie i zakryłam się szczelniej prześcieradłem.
 - Miałaś się nie ruszać! – warknął Brayan, a jego oczy przez chwilę były takie jak moje.
 - Okey. Daj mi ciuchy. Teraz!
 - Dobra, zobaczę coda się zrobić. – odpowiedział i wyszedł zostawiając mnie samą w pokoju.
  Zaczęłam oględziny mojego ciała. Zerknęłam na dłonie. Tam gdzie powinny być dziury były czerwone od krwi bandaże, ale mimo że nie widziałam dłoni, wiedziałam, że dziur tam niema. Podniosłam delikatnie prześcieradło i wytrzeszczyłam oczy. Prawie całe ciało było w przesiąkniętych krwią bandażach, a tam gdzie ich nie było widniały podrapania i siniaki. Jak to się stało? Nie zdążyłam się nad tym zastanowić,ponieważ drzwi się otworzyły i wszedł Brayan niosąc jakieś ubrania. Szybko zakryłam się prześcieradłem zanim cokolwiek zobaczył.
 - Proszę – wręczył mi ubrania. – Są mojej siostry, powinny być dobre.
 - Em, dzięki. –wzięłam je od niego – Mógłbyś wyjść? Chcę się ubrać – czułam, że moja twarz płonie czerwienią, ale nic nie mogłam na to poradzić. Posłał mi swój uśmiech.
 - Jasne – i już gonie było. Jakby się teleportował za drzwi. Usiadłam krzywiąc się. Założyłam stanik, majtki. Czarną bluzkę na krótki rękaw i dżinsowe krótkie spodenki.Dziwne, wszystko miało metki. Stanęłam na chwiejnych nogach i powoli zaczęłam iść w stronę drzwi, które się otworzyły. Zachwiałam się i wylądowałam w ramionach Brayana.
 - To że pozwoliłem ci się ubrać, nie znaczy jeszcze, że pozwoliłem chodzić – posłał mi karcące spojrzenie.Zachowywał się tak, jakbyśmy się znali. A przecież pamiętałabym takiego przystojniaka.
 - Muszę zadzwonić. –tylko tyle zdołałam powiedzieć. Jego twarz była tak blisko mojej, że nie mogłam się skupić na angielskim. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego błyszczały. Moje pewnie też. Brayan pierwszy się otrząsnął i delikatnie posadził mnie na łóżku.Usiadł obok i podał mi telefon komórkowy. Po tym jak blisko byliśmy nie mogłam się na niczym skoncentrować. Drżącą ręką wzięłam telefon i próbowałam przypomnieć sobie numer do Setha. Liczby latały wokół mnie. W końcu wybrałam odpowiedni numer i czekałam aż odbierze. W czasie gdy wsłuchiwałam się w sygnały widziałam oczyma wyobraźni oczy Brayana. Nie możesz o nim myśleć! Zganiłam się w myślach.Masz chłopaka!
  Ale on nie musi o niczym wiedzieć…Podszeptywał nieśmiało głosik wewnątrz mnie.
  Potrząsnęłam głową,jakbym chciała wyrzucić te myśli z mojego umysłu. W końcu odezwała się poczta głosowa. Tu Seth. Jak widać nie odbieram.Jak chcesz nagraj się…
 - Hej. Ze mną wszystko okey. Oddzwoń. Pa! – nacisnęłam guzik kończący rozmowę i oddałam telefon chłopakowi. Westchnęłam.
 - Patrol. –powiedziałam cicho do siebie.
 - Słucham?
 - Nie nic. Brayan,zrobisz coś dla mnie?
 - Jasne, znaczy zależy co. – zawahał się.
 - Opowiedz mi o Nemze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz