wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział czwarty.

  Sufit. Na tym przeklętym, białym prostokącie znam już każdą rysę, każdą plamę.. Nie wychodziłam z tego pokoju już chyba z miesiąc. Nie mam ochoty patrzeć na ludzi. Paul próbuje ze mną rozmawiać, ale nie pozwalam mu dojść do słowa. Cały czas krzyczę i przeklinam. Czuje się jak reżyser jakiegoś durnego serialu, który robi wszystko, żeby podnieść oglądalność. Potem wszyscy za te wybory go nienawidzą. Ta. Ja to potrafię się podnieść ma duchu. Zawibrował mi telefon. Wiadomość od Setha. On ma za dużo kasy na koncie. Wysyła mi jakieś trzy SMS-y na minute. Nie czytam ich. Nie odbieram też telefonów. Tata na początku próbował ze mną rozmawiać, ale teraz udaje, że mnie nie ma. Gdyby nie Paul, nawet bym nie jadła. Wmusza we mnie jedzenie. Najdłuższy dystans jaki pokonuje w ciągu dnia? Z łóżka do łazienki i z powrotem. W nocy nie mogę spać. Seth cały czas wyje. Mógłby skończyć! To jest straszne. Z dnia na dzień coraz gorsze. Mam ochotę iść do niego z baseballem i mu przywalić. Ale wiem, że nawet bez kija nic bym mu nie zrobiła. Za bardzo go kocham. Puk, puk! Westchnęłam. To na pewno Paul. Przyniósł obiad. Drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Tego się nie spodziewałam! W moich drzwiach stała.. Leah! Z założonymi na piersi rękami przyglądała mi się. Nie mam ochoty z nią rozmawiać. Nie teraz. Ostatnio prawie mi przywaliła. Paul mówił, że ona też jest w sforze. Przecież ta dziewczyna mnie zabije!
 - Cześć - odezwała się nie zmieniając pozycji.
 - Hej - odparłam i usiadłam. Zakręciło mi się w głowie. Od dwóch dni Paul miał non stop patrol. Nie zdążył mi nic zrobić do jedzenia.
 - Wiedzę, że z tobą nie najlepiej. - zaczęła siadając na moim łóżku. - Ze Sethem też jest źle. Nie bój się. Przyszłam porozmawiać. Czemu to zrobiłaś? Znaczy rozumiem. Zerwałaś z nim. TY z nim zerwałaś! To czemu teraz ryczysz! - traciła cierpliwość. Z resztą jak wszyscy w czasie rozmowy ze mną.
 - No bo.. Z tego co zrozumiałam, Seth czy tego chce, czy nie MUSI mnie kochać, - zaczęłam niepewnie - a ja nie mogę z nim być wiedząc, że on to robi z przymusu. Z resztą, gdyby nie wpojenie nie spojrzałby na mnie.. - chciałam dalej użalać się nad sobą, ale Leah mi przerwała.
 - Nie mogę uwierzyć, że jesteś taką idiotką! - wydarła się na mnie, a ja rozdziawiłam - On widział twoje zdjęcie z rok przed twoim przyjazdem. - mówiła już spokojniej. - Zakochał się w tobie już wtedy. - chciałam coś powiedzieć, ale zatkała mi ręką usta - Wpojenie działa jak się komuś spojrzy w oczy. - zatkało mnie
 - Leah wyjdź. - rozkazałam. Byłam wściekła. Ona zignorowała mnie i usiadła wygodniej. - WYJDŹ! - wydarłam się. Na górę wbiegł Paul. Moim ciałem wstrząsały pojedyncze, za to mocne dreszcze. Czułam ogromne ciepło. Jakbym się paliła! Moje ciało się rozrywało.
 - Cass! Spróbuj się uspokoić! - dotarło do mnie wołanie brata. Cassandro, wdech i wydech. Powoli to ogromnie ciepło zaczęło mnie opuszczać. Dopiero teraz zatrybiłam, że mam zamknięte oczy. Otworzyłam je powoli. Wszyscy stali i z rozdziawioną gębą patrzyli na mnie.
 - J-jak to zrobiłaś? - jąkała się Leah. Ona chyba się mnie boi. Wreszcie jakaś nowość. To mnie się boją, a nie ja ich. - Cass, jak to zrobiłaś? - ponowiła pytanie.
 - E.. - wyrwała mnie z zamyślenia. - ale o co chodzi?
 - Noo.. jak powstrzymałaś przemianę? - tym razem przemówił Paul. O co im chodzi? Jaka przemiana? Czyli ten ból.. To była przemiana w wilka?
 - No wiesz.. To było proste. Poprosiłeś mnie i się uspokoiłam.
 - Idziemy do Sama. - zarządziła Leah.
 - Okey. - chciałam postawić krok, ale zachwiałam się. Gdyby nie Paul jak nic upadłabym. Wziął mnie na ręce i zaniósł do tej wspaniałej chatki.
  Po drodze straciłam przytomność. Chyba. Znaczy nie mogłam otworzyć oczu, ale czułam jak mnie niosą, tylko czułam.. Nic nie widziałam, nie słyszałam, nie czułam zapachów.. W takiej próżni jest wspaniale! Gdybym tak mogła przez ostatni miesiąc w niej przebywać i nie słychać serenad Stha. Ale i tak muszę się ogarnąć do powrotu mamy. Nic nie będzie tak jak kiedyś, ale muszę chociaż udawać szczęśliwą nastolatkę. Szkoda mi Paula. On mnie naprawdę polubił, ze wzajemnością. Nawet raz mu zaproponowałam, żeby przeprowadził się do matki, ale jego odpowiedź brzmiała tak :
 - Cass, to nie jest takie proste. Po pierwsze, zostawiła mnie. Rozumiesz? Ciebie wzięła, a mnie nie chciała. Podsłuchałem rozmowę rodziców tydzień przed waszą wyprowadzką. Mama mówiła, że nigdy nie chciała syna, że się do mnie nie przyznaje, że gdyby nie ojciec oddałaby mnie.. - dostrzegłam w jego oczach łzy. Odwrócił wzrok. - A poza tym nie zostawię ojca. Nie mogę. Nie teraz..
  Gdy zapytałam czemu zmienił temat. Co się dzieje z tatą? A jak jest chory? Wcale mu nie pomagam swoim zachowaniem. Jestem okropna. Krzywdzę wszystkich dookoła.
  Zobaczyłam twarz Setha. Chciałam jej dotknąć, ale rozmyła się. Mam ochotę krzyczeć! Drzeć się! Ja chce do mojego anioła! Do mojego wilczka! Do mojej prawdziwej miłości!
  Otworzyłam oczy. Zawyłam z bólu. Na rękach Paula wygięłam się w odwróconą literę C i spadłam na ziemie. Kątem oka dostrzegłam, że wszyscy tu są. Nie przestawałam krzyczeć. Chciałaś to masz. Booli.. Po policzkach popłynęły mi łzy.
 - Pomocy! - chciałam krzyknąć, ale zdołałam tylko wyszeptać pomiędzy spazmami płaczu. Wiłam się po ziemi. Jake, Quill i Embry próbowali mnie przytrzymać. Dostałam czegoś, jakby padaczki. Ale jak tylko mnie dotknęli, z nadludzką siłą wyrzuciłam ich trzy metry nad ziemię. Skuliłam się. Ból mijał. Już dobrze, ale strasznie pieką mnie oczy.. Próbowałam mrugać, ale niewiele to dało. I nagle, jak gdyby nigdy nic wszystkie bóle mnie opuściły. Tak, jak nagle się pojawiły, równie szybko zniknęły. Coś, co w moim umyśle trwało kilka godzin, w rzeczywistości trwało kilka sekund.
  Otworzyłam oczy. Wszyscy wstrzymali oddech. Niektórzy odwrócili wzrok. Wpatrywali się we mnie, jakbym była duchem. Ze zgrozą, ale i zaciekawieniem.
 - Chodź - odezwała się Emily. Nie zareagowałam. - No chodź! - powiedziała już mniej spokojnie. Zaprowadziła mnie do łazienki. Na drzwiach wisiało lustro. Obejrzałam się od dołu. Spodnie podarte, z bluzki prawie nic nie zostało, a oczy.. Boże.. Moje oczy wyglądają tak.. dziko. Są takie.. kocie? Taka dzika zieleń. Źrenice rozszerzyły mi się tak, że wyglądały jak czarne. Emily dała mi ciuchy na zmianę. Jak wyszłam odświeżona z łazienki chłopcy głośno o czymś debatowali. Odchrząknęłam, zwracając ich uwagę na siebie.
 - Co się ze mną dzieje ? - głos mi się łamał. Bałam się najgorszego..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz